wracając z wojny miał już swój plan
obmyślił sobie każdy krok
- najpierw odnowię stary dom w Brougham de Ville
miał plan lecz nie miał obu nóg
zostały tylko skrzydła mu
motyle skrzydła zamiast nóg – co? niezły styl
był wściekłym psem lecz pragnął grać
w Armii Zbawienia – byle co
- swój rybi puzon do dmuchania dam dziewczętom
choć tonął w mętnych falach snu
to krzyczał frunąc aż na dno
urządzę sobie kurwa odlotowe święto
więc wracał z wojny i miał plan
dobrze obmyślił każdy krok
nie krok bo przecież nie miał nóg lecz ruch na pewno
- urządzę fajerwerki lub
Bourbonem się zaleję w sztok
językiem ostrzył swej maczety stal nierdzewną
przypomniał sobie zapach słów
szczenięcych wyznań głupi świat
i płakał – ale kicz – hollywoodzkimi łzami
i rybi puzon bolał go
i tak to się wkracza rok życia kolejny.
ale po co o sobie samym pisać.
po ostatnim koncercie waglewskich to wypada tylko napisać: emade is god.
bo czy się patrzy w przyszłość z planami czy marzeniami - jest nieistotne, bo żadne nie wchodzą w życie
czy się patrzy w przeszłość z żalem czy z zadowoleniem - jest nieistotne, bo nic się nie zmieni
(chociaż można przekonywać się, że było inaczej, niż było, gdyż historia wcale nie musi być jedna,
można alternatywne historie mieć, wszystko kwestią pamięci i postrzegania pozostaje)
takie to mądre to dlaczego nie mam tyle hajsu co paolo coelho?
za życzenia dziękuję, i styknie, w sumie wolę celebrację ograniczać do jednej, ha, rzeczy. cent ann, czy jak to tam w little italy mówią,
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
W poniedziałek sie znowu powie, że w liceum było najlepiej. Jak mogło być najlepiej, skoro nigdy nie było dobrze...?
Prześlij komentarz